Czas na zaręczyny! Czas na miłość!

Zainspirowana wpisem Zakopiańskie love story postanowiłam napisać i zapytać się też o Wasze magiczne dni.

Pamiętacie swoje pierwsze zaręczyny? Przetrwały do dziś czy przeżywaliście w swoim życiu kilka takich „ceremonii” ?

Moje pierwsze to były jak miałam naście lat. Przeżywałam swoją pierwszą miłość. Ja byłam z Bydgoszczy, on z Poznania. Co prawda pierścionek aktualnie pływa gdzieś w Brdzie, ale wspomnienia mam piękne z tej znajomości.

Dlaczego piszę o zaręczynach?

Myślę, że życie składa się z takich chwil, które pchają nas do przodu, dają siłę, chęci i nadzieję na resztę życia. Kobiety uwielbiają emocje i chwile, w których czują się wyjątkowe. Czują się ważne i jedyne w oczach kogoś. Jest to bardzo ważne dla przetrwania związku. Każdy chce przecież być kimś, w oczach kogoś z kim żyje w związku lub małżeństwie. Kilku moim koleżankom oświadczyli się ich partnerzy w tym roku. Nigdy wcześniej nie wyglądały tak pięknie, jak teraz. Żeby nie psuć tego artykułu – pominę rokowania małżeństw i statystyk rozwodowych 😉 . Mimo wszystko to chyba jeden z najpiękniejszych momentów, jaki może kobieta doświadczyć w swoim życiu. Moje życie opierało się często na rozpadach i rozwodach bliskich mi osób, jednak chcę wierzyć, że pierścionek i obietnica składana przed Bogiem ma moc i doda parze sił na całe życie.

Ślub czy na kocią łapę?

Czytałam kilka lat temu książkę pewnego buddysty (chyba). Nie pamiętam ani tytułu, ani nazwiska, ale pamiętam jego słowa. Brzmiały jakoś tak:

„Jeśli partnerzy się kochają, niech ze sobą wpierw zamieszkają. Nie ma obowiązku zapieczętowania miłości małżeństwem.” Rzeczywiście żyjemy w czasach, które nie dają nam obowiązku czegokolwiek. Ludzie, kiedy ze sobą zaczynają mieszkać i poznawać się dogłębnie, poznawać swoje zalety, po etapie zakochania prawdziwe swoje oblicze – zaczynają się rozpadać. Dlaczego tak się dzieje? Kiedyś małżeństwo znaczyło na zawsze, dziś jest tylko zwykłym podpisaniem papierka. Bardzo bliska dla mnie kobieta przeżyła rozwód po 13 latach małżeństwa. Dziś definitywnie mówi nie na takie sakramenty.

A Wy jak myślicie? Pieczętować czy na kocią łapę?


Kilka słów o miłości

Owoce miłości

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
10 Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
11 Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
12 Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
13 Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość. (1 Kor 13,1-13)

Definicja miłości

Powyższy Hymn o miłości często mylony jest z prawdziwą definicją miłości. Powyższy mówi o owocach miłości. Jednak taki najprawdziwszy cytat znajduje się w liście do Efezjan 5,25-31:

25 Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, 26 aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, 27 aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. 28 Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje.29 Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz [każdy] je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus – Kościół30 bo jesteśmy członkami Jego Ciała.3Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem.

Pamiętam wykład pewnego pastora, który próbował przełożyć i wytłumaczyć powyższy cytat. Jezus Chrystus został przyrównany do męża, a kościół (czyli ludzie) do żony. Tak jak Chrystus oddał życie za nas ludzi. Tak i mąż powinien oddawać swoje życie za żonę. Tyczy się to też kobiet! Powinniśmy dbać o potrzeby swojej drugiej połówki: wzrost duchowy, potrzeby fizyczne i psychiczne. Powinniśmy kochać ją tak, jak kochamy siebie! Jeśli nie kochamy siebie ani naszego ciała nie będziemy też potrafili kochać kogoś innego. Jest to bardzo ważne, żeby zadbać wpierw o szacunek dla samego siebie. Choć życie lubi zabrudzić i spowodować inne myślenie.

Potraficie spojrzeć w swoje odbicie i powiedzieć sobie „Jestem wyjątkowa/y, jestem jedyna/y? Zasługuję na to, żeby kochać i być kochanym? Zasługuję na szczęście, zasługuję na to, żeby żyć i czerpać z życia wszystko, co najlepsze?

Jeśli nie to zrób to teraz! Wielu osobom z trudnością przychodzi akceptacja samego siebie. Akceptacja tego wszystkiego, co musiało się wydarzyć. Nikt nie powiedział też nigdy, że będzie łatwo. Jednak jest to klucz do udanych relacji małżeńskich.

Jedno ciało

Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem.

Mój ulubiony wers. W którym zawarte są największe mądrości Boże dotyczące małżeństwa.

Dlaczego się nie udaje? Dlaczego są kryzysy? Dlaczego kobieta często czuje się uniżona, a mężczyzna się wywyższa? Dlaczego nie są jednym ciałem? Na równi? Czy kobieta jest mniej kochana w oczach Boga niż mężczyzna? 

Myślę, że cytat o jedności powinien być odpowiedzią na te pytania. Często jest tak, że nie traktujemy partnera poważnie. Wywyższamy się, wiemy lepiej. Nie służy to relacjom. Zdradzę Wam, że i u mnie czasem pojawiają się sytuacje w których czuję się gorsza lub kiedy czuję, że moje zdanie jest mniej ważne, niż partnera. Pojawiają się wtedy zgrzyty, a to wszystko wynika z tego, że nie traktujemy się na równi, jak jedno ciało – tak jak Bóg przykazał.

Kochani, po tych wszystkich latach zaczynam dostrzegać ile wysiłku i pracy trzeba włożyć w „układ” zwany partnerstwem. Boże definicje jedności i miłości są pewną wskazówką dla nas, które powinny skłonić nas do zastanowienia się nad miłością do drugiego partnera. Jednak to wszystko malowane jest ciężką pracą. Wiem, że z czasem docenia się bardziej swojego partnera. Kiedy dzieci wychodzą z domu, jest czas, żeby spojrzeć na siebie jeszcze raz i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy zrobiliśmy wszystko, żeby to przetrwało. (Choć tak naprawdę powinniśmy stawiać to pytanie sobie codziennie). Nie zawsze jest tak, jakbyśmy tego chcieli. Czas i życie przynosi ciągłe troski i zmartwienia, ale pamiętajcie:

 Miejcie wytrwałą miłość jedni ku drugim, bo miłość zakrywa wiele grzechów.

(1 P 4,8)

Tym jakże pięknym cytatem kończę na dziś. Życzę każdemu wytrwałości, pokory i mądrości na dalsze lata. A Tobie Słowna Kawiarko dużo szczęścia i radości ze swojego związku, a za niedługo już małżeństwa! Mam nadzieję, że twój fanpage wzrósł o „kilka” lajków. ;). Taki o to skromny prezent ode mnie na te wspaniałe chwile, które zapewne teraz przechodzicie. ❤

Reklamy

31 myśli w temacie “Czas na zaręczyny! Czas na miłość!

  1. Słowna kawiarka pisze:

    Ładny wpis 😊 Jestem zdania, że najpierw wspólne mieszkanie, a dopiero ślub. Łatwiej się wyprowadzić niż rozwodzić 😀

    Dziękuję jeszcze raz i za „lajki” także, choć ważniejsze jest ile osób rzeczywiście czyta, a nie ile daje kciuk w górę 😊

    Polubione przez 3 ludzi

  2. StaraPannaZKotem pisze:

    Pięknie napisałaś, jak zawsze ❤
    Jeśli chodzi o ślub czy jego brak, to myślę, że to bardzo indywidualne- jednym to daje poczucie bezpieczeństwa, jakoś to wszystko legitymizuje, innym na tym nie zależy. Ja zawsze byłam #kocialapateam 😉 , i z perspektywy całe szczęście, bo już bym była po 2 rozwodach 😉 Ale myślę, że to tak naprawdę nie ma dużego znaczenia- rozpad związku boli tak samo, po prostu rozwodowi towarzyszy jeszcze mnóstwo nieprzyjemnej logistyki. Mnie się wydawało, że będąc z kimś bez "papierka" w jakiś sposób bardziej się staramy- no bo teoretycznie jesteśmy ze sobą, bo chcemy, w każdej chwili możemy się rozstać, więc to nas jakoś bardziej mobilizuje do pracy nad związkiem, a małżeństwo to często ludzi rozleniwia. Z tym, że w praktyce okazało się, że wcale nie- związek nieślubny tak samo może być trudno skończyć, jak ten wymagający rozwodu.
    Najłatwiej chyba jest w tej kwestii osobom wierzącym- wyobrażam sobie, że taka obietnica przed Bogiem może dawać poczucie dopełnienia. Ale to tylko sobie wyobrażam…

    Polubione przez 3 ludzi

    • Monia pisze:

      Ale napiszę Ci szczerze, że z perspektywy czasu pewnie też i ja miałabym kilka rozwodów za sobą! 😉 Wiem, o czym piszesz i rozumiem wszystko. Taka obietnica przed Bogiem musi być bardzo magiczną chwilą, pełną wzruszeń (oczywiście dla osób szczerze wierzących). Później niestety przychodzi życie i nawet wierzący potrafią odpaść. Takie życie. 🙂

      Ściskam Cię mocno!

      Polubione przez 1 osoba

  3. CyryliMetody1 pisze:

    Szanowne Panie, ja, a raczej my, nasze małżeństwo realizujemy jako sakrament. Z tego wynika że nierozłącznie. Różnie bywało, bo po pięknych przeżyciach przychodzą kryzysy, ale nigdy nie myśleliśmy o rozwodzie jako sposobie rozwiązania kryzysów. Zaznaczam, że przyczynami kryzysów nigdy nie była zdrada, czyli znaczące przeniesienie uczuć na inna osobę, czy po prostu, przespanie się z inna osobą, przelecieć ją, taki sobie sport. Nie ujmując tego w sferze grzechu, to każde z nas było na to zbyt mądre. Wiedzieliśmy, że nie można wyciągać zawleczki z granatu trzymanego w ręku, nawet jak jesteśmy pewni że go utrzymamy. A poza tym, zdrady nigdy nie można utrzymać w tajemnicy. I zawsze jest krzywdą w pociągającej formie. O tym mówi Pani poprzedni wpis. Nigdy. Widzieliśmy u innych małżeństw niszczycielską siłę zdrady. To idzie jak tsunami. Tak piszę dla niewierzących, A teraz dla wierzących. Będzie krótko. Dekalog obowiązuje albo w całości, albo wcale. Nie można recenzować Pana Boga. Koniec.
    A teraz trochę bardziej przyziemnie, wręcz plotkarsko. W małżeństwie podstawą wierności, przynajmniej u nas, jest zaufanie. Niedawno, chciałem się umówić się na kawę z jedną z bliskich Blogerek. Bliskich topograficznie i i w uznawanym systemie wartości. Tą która określa siebie jako miedzianowłosa. Rzeczywiście jest piękna. Spotykamy się w kościele, zwykle na mszy św wieczornej. Było to dwa lata temu. Na moją propozycję wspólnej kawy odpowiedziała: jak żona panu pozwoli. Mój Boże, pomyślałem, to ja przez całe zawodowe życie pracowałem z młodymi kobietami, byłem bowiem nauczycielem akademickim na wydziałach lekarskim, .farmaceutycznym i kosmetologicznym, gdzie było 100% młodych kobiet, i nigdy nie nadużyłem zaufania żony, ani żona nie miała żadnych uwag do mnie, a tutaj zostałem tak ustawiony. Wspólną herbatę wypiliśmy dopiero po ponad dwóch latach, już bez poprzedniego warunku. Ale doszły do mnie plotki, że nie jestem taki święty, bo chodzę do kościoła (to zapewne warunek świętości), a potem idę z dziewczyną (to zapewne działanie diabła). Oboje z Żoną śmialiśmy się z tego. No cóż, stare baby w kościele muszą czymś żyć. Sam Bóg nie wystarczy jeszcze musi być Andrzej J do obgadania.
    I tym stwierdzeniem kończę, serdecznie pozdrawiam szanowne Panie Blogerki

    Polubione przez 3 ludzi

    • Monia pisze:

      Bardzo lubię poznawać Pańskie opowieści z życia! Dziękuję za nie! Napiszę więcej! Nawet uczę się przez nie. 🙂 Co do starych bab w kościele to pewnie niejednemu i nieraz napsują jeszcze ludziom krwi! 🙂 A miedzianowłosa dobrze odpowiedziała 😛

      Pozdrawiam serdecznie! 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      • CyryliMetody1 pisze:

        Dobrze odpowiedziała?
        Szanowna Pani, jedną z fundamentalnych podstaw małżeństwa jest zaufanie. Gdy tego zabraknie, to powstaje karykatura małżeństwa. To tragedia. I wiele małżeństw żyje tak karykaturalnie, tragicznie. Są osoby, które w każdym kontakcie mężczyzna – kobieta widzą od razu zło, zdradę, seks, rozbieranie w myślach, patrzenie wyłącznie na piersi itd. często skutkiem tego jest chorobliwa zazdrość, chęć posiadania współmałżonka na wyłączność. Obarczanie współmałżonka chorobliwym obrazem. Każdy z nas zna wiele małżeństw, w których złe ustawienie problemu zaufania i związanych z tym kontaktów damsko-męskich spowodowało rozpad związku. A jak nie rozpad, to bijatykę, przemoc fizyczną. Ale to nie jest małżeństwo, to jest patologia małżeńska. Zaufanie do małżonka, który umawia się z inną kobietą, jest zaś sytuacją normalną w kochającym się małżeństwie.
        Ileż to razy umawiałem się z dziewczynami, studentkami, chociaż te ze studiów niestacjonarnych to już kobiety, często mężatki, na zaliczenie, bo właściwy termin im nie odpowiadał, Ileż to razy, po pracy jechałem do koleżanki do domu, omówić pilne sprawy służbowe, ileż to razy przypadkowe spotkanie kończyło się w kawiarni. Jeżeli była mężatką, nie pytałem jej męża o pozwolenie. I teraz pytanie: czy za każdym razem powinienem powiedzieć – proszę Panią, umówię się na wtorek ale muszę zapytać mojej Żony czy to aprobuje.
        Dlatego jak nasze małżeństwo funkcjonuje dobrze, to nie zawracam głowy mojej Żonie, czy mogę iść do kawiarni z kimkolwiek. Karykatura. Czyli wracamy do początku wpisu: Zaufanie, Żona do mnie, ja do siebie.

        Polubione przez 1 osoba

  4. Monika Magdalena Gaca pisze:

    Słowna kawiarko, również dołączam się do życzeń. Dużo wytrwania Wam życzę!

    Wspaniały wpis, jakże prawdziwy. Niestety, albo też stety, ja byłam wychowywana w „innej” rodzinie. Tutaj nie było możliwości życia na tzw. kocią łapę. Zwyczajnie u mnie się tego nie uważało. No ale jestem zdania, że każdy żyje jak chce. Każdy jest kowalem własnego losu i ma prawo wyboru.
    Mądrze napisałaś, że teraz ludzie uważają sakrament małżeństwa jako papierek.
    Ja jestem po ślubie (we wrześniu będzie rok) i powiem tylko tyle, że faktycznie dużo się zmieniło, mieszkając z mężem zauważyłam pewne rzeczy, które mnie denerwują. Nie jest kolorowo, to na pewno. Przyznam że są chwile w których żałuję wyjścia za mąż. Wtedy natomiast przypominam sobie słowa księdza: „W małżeństwie nie będzie kolorowo, będą też źle chwilę, kłótnie.. W małżeństwie chodzi o to by przezwyciężyć te właśnie źle chwilę.”

    Pozdrawiam 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

    • CyryliMetody1 pisze:

      Szanowna Pani, oczywiście że w małżeństwie nie jest cały czas kolorowo. Chociaż będzie! Kłótnie też były i będą. Jedne ustaną, drugie powstaną. Będą i były chwile że nie chce się żyć. Będą i były chwile wspaniałe. Takie jest życie. Ale fakt, że ja i żona mamy druga osobę, daną nam przez Boga, abym, abyśmy razem szli, ciesząc się, walcząc, itd, jest dla mnie najistotniejszy w małżeństwie. Pani ma rok małżeństwa, my mamy 46 lat. To różnica dwóch pokoleń. Ale podstawa naszych małżeństw jest wspólna. I cokolwiek bym teraz napisał, będzie to moralizowanie, czego chce uniknąć. Zwłaszcza że aż kusi,l aby udzielać rad. Nie, Mamy dekalog, swój rozum i swoją, niepowtarzalna drogę. Inna Pani małżeństwo, inną nasze. Życzę wszemu krótkiemu małżeństwu wielu pięknych przeżyć, budujących konfliktów (tak!) i spokoju. Pozdrawiam,

      Polubione przez 1 osoba

  5. Elżbieta Kosobucka pisze:

    Wierzę Bogu i Jego pomysłom na nasze życie, więc i w aspekcie małżeństwa ufam, że On się nie myli 🙂
    Piękne cytaty z Biblii umieściłaś. Dla mnie hymn o Miłości rzeczywiście jest drogowskazem czym jest Miłość i o taką Miłość modlę się do Ducha Świętego, i staram się ją zapraszać do mojego małżeństwa i życia w ogóle.

    Ciepło Cię pozdrawiam Moniko

    Polubione przez 2 ludzi

    • CyryliMetody1 pisze:

      Szanowna Pani, trza rzykać dycki do ducha Świyntego coby nie byc tromba. Dla nie znających gwary śląskiej: trzeba modlić się do Ducha świętego aby nie być nieporadnym.
      Z Pani pierwszym zdaniem całkowicie identyfikuję nasze małżeństwo. Im dłużej trwa nasze małżeństwo, tym bardziej odczuwam i poznaję moc tego zdania. Pozdrawiam,

      Polubione przez 1 osoba

  6. CyryliMetody1 pisze:

    Odpowiedź dla Pani Moniki Magdaleny Gaca z dnia 1 sierpnia.
    szanowna Pani, Pani wypowiedź ukazała się 1 sierpnia. Teraz jest 3 sierpnia. Przez ten cały czas myślałem, co powiedzieć Pani, jak uniknąć banałów. bardzo bliska jest mi
    – czyli nam, Żonie i mnie, bo inaczej nie można tego rozważać, wypowiedź pani Elżbiety Kosobudzkiej. Wspólne odniesienie do Boga jest dla nas bardzo ważne. Ale Pani chyba oczekuje bardziej konkretnej mojej odpowiedzi. Zastanawiałem się, i nie wiem co odpowiedzieć. Szczęśliwie nasze małżeństwo ominęły takie zdarzenia, jak rozłąka – chociaż mogłem wyjechać na dłuższe stypendium zagraniczne, dla dobra rodziny zrezygnowałem, alkoholizm, hazard czy tzw dupa na boku.. ominęły nas również większe problemy finansowe czy mieszkaniowe Ale to są zdarzenia z wielu małżeństw. Może wspólny system wartości, który realizowany jest w codzienności. Na pewno. ale były również awantury i ciche dni. Ja z dnia na dzień straciłem pracę, a bylem na wysokim stanowisku. Ale tej aferze sam byłem sobie winien. Było to czynnikiem spajającym rodzinę.
    Zawsze obchodziliśmy rodzinnie wszelkie rocznice i święta, urodziny nasze i każdego z piątki naszych dzieci, a teraz do tego doszło jeszcze ośmioro wnucząt. imieniny, Boże Narodzenie i inne. Na to nie szczędziliśmy sił i środków. Dużo filmików z tych uroczystości rodzinnych umieściłem na moim kanale na YouTube. Nie nie podam nazwy kanału, bo Żona jest przeciwna tym filmikom, chociaż rok temu złagodniała po pewnym śnie: śnił Jej się św Jan Paweł II, był to bardzo realistyczny sen. Mówił do Niej, Basiu to się wszystko ułoży (Żona przeżywała wówczas niefajny okres), a temu Andrzejowi (czyli mnie) to daj kręcić te filmiki.
    Rozpisałem się, a Pani czeka na rady. Nie, nie podam żadnej rady, Opisałem rodzinę, ale nie wiem, co jest istotne, a co tylko artefaktem. Nie jestem na tyle mądry, aby takich rad udzielać. A nasze małżeństwo jest naszym małżeństwem, i boję się uogólnień i udawania mądrego, specjalistę od małżeństwa. Każde małżeństwo jest inne. Chociaż dużo się rozpisałem, to nie wiem czy to istotne dla naszego małżeństwa. Zakończę tym, co zacząłem: bardzo jest mi bliska wypowiedź Pani Elżbiety Kosobudzkiej.
    Szanowna Pani, kończę, napisałem najlepiej jak umiałem, po dwudniowych przemyśleniach, ale jestem introwertykiem i nie potrafię wielu przeżyć, emocji i myśli przekazać na zewnątrz.
    Życzę szczęśliwego Pani małżeństwa, od jubileuszu do jubileuszu, Pozdrawiam,

    Polubione przez 1 osoba

    • Monika Magdalena Gaca pisze:

      Witam ponownie! Na wstępie pragnę przeprosić, że odpisuję dopiero teraz, ale zwyczajnie nie zauważyłam Pana komentarzu. Dziękuję za szczerą wypowiedź. Dużo mądrych słów w tej wypowiedzi padło, za co szczerze, jestem wdzięczna. Życzę Panu oraz małżonce mnóstwo szczęśliwych dni. Podziwiam jak najbardziej 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  7. wiecejmocniejintensywniej pisze:

    2 razy przeszlam przez zareczyny. 1 majac 20 lat i juz dziecko roczne 2 6 lat temu do dzis nie mamy slubu…mysle ze jednak slub spaja chocby cywilny…obie strony wtedy czuja odpowiedzialnosc za druga osobe no chyba ze jest patologia. Ja jestem w tym zwiazku mamy dziecko przeszlam depresje i czuje sie taka samotna. Nie mammeza ani partnera ani przyjaciela.pracuje daje kase i mysli ze to wszystko ja mam robic reszte…

    Polubione przez 1 osoba

  8. Pojedyncza pisze:

    Myślę, że każdy w życiu, także w tym życiu związkowym, potrzebuje jakiś kamieni milowych, takich ważnych momentów, które wyznaczają obrany kierunek, potwierdzają decyzję, a jednocześnie są pięknymi wspomnieniami, do których miło się wraca, zwłaszcza w trudniejszych chwilach…
    Zaręczyny i ślub zawsze oznaczały dla mnie pewną decyzję, manifestację swojego wyboru. Myślę, że każda kobieta chce usłyszeć, że została wybrana, że tylko ona i na całe życie… Ale oczywiście wiemy jakie są statystyki. 😛 Zresztą powodów życia na kocią łapę jest niemało i czasami to naprawdę jest lepszy wybór…
    http://pojedyncza.wordpress.com/2017/03/26/na-kocia-lape/

    Polubione przez 1 osoba

  9. Paulina 007 pisze:

    hymn do miłości jest piękny…kobiety uwielbają być kochane a jak!!!! tylko z perspektywy mężczyzn miłość to udręka;-) wiem bo pytałam o to mężczyzn z całego świata…ciekawska jestem;-)te fajerwerki i piruety są głównie dla nas kobiet..

    Polubione przez 1 osoba

  10. stopociechblog pisze:

    Kiedy w grę wejdą dzieci, a ludzie kochają się i chcą ze sobą być warto to zalegalizować. Wiem to z pracy nauczyciela. A kościelny czy cywilny to zależy od ludzi, którzy łączą się. jak się będą chcieli rozejść, to żaden węzeł nie pomoże, ani ilość dzieci też. ja zaręczyn nie miałam. Nie romantycy i już. Wesel tez nie było. taka lipa i już.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s